Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/w-uzyskac.naklo.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Jestem Lee Winborn, a to moja żona Rhonda - mężczyzna

ich u rodziców spadła do zera. Teraz zaczynała się szkoła, było sporo

- Jestem Lee Winborn, a to moja żona Rhonda - mężczyzna

Tym razem nie zdążył sam przerwać połączenia: Susanna rzuciła
- Tak. Dobrze - odpowiedziała krótko na wszystkie polecenia.
nadzieję, że były to dla bandyty długie i straszne lata; przynajmniej w


potem przynajmniej upewniał się, że bezpiecznie wróciła do domu.
zobaczyła półprzytomną z rozpaczy młodą dziewczynę wypłakującą
Cassidy nie miała wyboru. Musiała zrobić to, co kazała jej matka. Serce waliło jej jak młotem, kiedy szły do domu. - Ojciec wrócił? - Nie. Był tylko Derrick, ale wyszedł. Żeby zastrzelić Briga. O, Boże, proszę cię, uratuj go. - A Rex się nie pokazał? - Nie. Kto by się teraz przejmował ojcem. Brigowi grozi niebezpieczeństwo! - Zakłamany gnojek! Wiesz, co zrobił? Zostawił mnie samiutką na przyjęciu u Caldwellów. Powiedział, że idzie sobie zapalić i odjechał. W całym moim życiu nikt mnie tak nie poniżył. - Otrząsnęła parasol na ganku, weszła do hallu i potknęła się na pierwszym stopniu. - Dobrze wiem, gdzie jest. Możesz mi wierzyć, że zrobię mu rano karczemną awanturę. A ty... - spojrzała na nią przez ramię - ...idź natychmiast do łóżka. Jest późno. Racja. A Derrick poluje na Briga. Dena zmrużyła podejrzliwie oczy. - Coś się stało? - Otworzyła torebkę i zaczęła szukać kluczyków. Pewnie, że się stało! Dłonie Cassidy były mokre od potu. - Nie... - No to idź spać. - Dena upuściła kluczyki. Schyliła się, żeby je podnieść. - Niedługo wrócę. - Mamo, nie możesz jechać w takim stanie. Za dużo wypiłaś i... - Nie kłóć się ze mną - Dena wyprostowała plecy. Starała się wyglądać na trzeźwą. - Gdzie jedziesz? - Znaleźć twojego ojca. - Dlaczego po prostu na niego nie poczekasz? - Jeżeli Dena pójdzie na górę i zaśnie głęboko, Cassidy będzie mogła wymknąć się z domu i pojechać za Brigiem. Twarz Deny spochmurniała. - Bo mam dosyć czekania. - Uśmiechnęła się smutno. - O wiele za długo czekałam na to, żeby twój ojciec zaczął się wobec mnie zachowywać właściwie. Chyba najwyższy czas, żeby się o tym dowiedział. - Wyprostowała się i chwyciła za klamkę. Kluczyki zabrzęczały jej w dłoni. - Nie czekaj na mnie, kochanie. Nie wiem, kiedy wrócę. - Mamo, nie! Nie możesz jechać w takim stanie... - Odejdź, Cassidy. Idź natychmiast na górę i połóż się. - Wyminęła córkę, która wyciągała rękę po kluczyki. Ulotniła się w mgnieniu oka. Cassidy nie traciła czasu. Wiedziała, co musi zrobić. Niezależnie od tego, jakie czekają ją konsekwencje. 10 Rex stał na deszczu i mrugając mocno powiekami, położył na grobie Lucretii jedną białą lilię. Miał łzy w oczach. Uświadomił sobie zbyt późno, że chyba za dużo wypił. Powinien uważać. Kiedy wypijał za dużo, zawsze były z tego kłopoty. Wpatrując się w nagrobek, zagryzł drżącą dolną wargę. Kocham cię, pomyślał. Zawsze cię kochałem. Ale nie był jej wierny. Nawet kiedy żyła. Głęboko w sercu wiedział, że Lucretia zabiła się z powodu jego niewierności. Miała godność i, chociaż nie chciała go w swoim łóżku, nie mogła znieść, że szukał sobie innych kobiet, z których większość nic dla niego nie znaczyła. Oprócz jednej. A teraz... Codziennie przeżywał męczarnie, gdy widział jak Angie zamienia się w kobietę tak bardzo podobną do matki. Czasami, gdy wchodziła do pokoju, zapierało mu dech w piersi, bo był pewien, że widzi pierwszą żonę albo ducha zmarłej żony w swojej córce. W tych bolesnych chwilach czas się cofał i Rex zapominał o rzeczywistości, a prawda mieszała się z fantazją. Chciał, o Boże, jak bardzo chciał, żeby ona naprawdę była jego ukochaną żoną. - Przebacz mi. - Zawsze szeptał te słowa, kładąc kwiaty na grobie Lucretii. - Zhańbiłem cię, postąpiłem okrutnie. Przyrzekam, że to się już nigdy nie powtórzy. Odkaszlnął i wrócił do samochodu. Zostawił Denę samą na przyjęciu. Myślała, że po prostu idzie się przejść i zapalić cygaro. Na pewno straciła poczucie czasu. Spojrzał na zegarek, wsiadł do lincolna i wyjechał przez otwartą bramę cmentarza. Wybuch wstrząsnął ziemią. Sunny poczuła go pod bosymi stopami, Zmroził ją strach. Padał deszcz, obmywając podjazd z kurzu. Zobaczyła pierwsze iskry. Płomienie wzbiły się ku zasnutemu ciemnymi chmurami niebu Prosperity niczym pociski w nocy. Jasne języki ognia wdzierały się coraz wyżej, dosięgając nieba. Deszcz i płomienie. Ogień i woda. Oparła się o ścianę baraku. Brig. Chase. Buddy. Wszyscy umrą. Wiedziała o tym. Wizje, które wyrywały ją ze snu przez kilka ostatnich miesięcy ułożyły się w całość. Nie myślała o tym, że jest w kapciach i w szlafroku. Wsiadła do samochodu. Może jeszcze nie jest za późno. Może uda jej się ocalić chociaż jednego syna.
- I jak wczoraj poszło? Dowiedzieliście się czegoś?
nieznane pustkowia, nie wiedząc nawet, czy w jej docelowym
Zmiany dokonujące się w żonie także fascynowały Davida.
soboty, czasem nawet w niedziele. Milla zresztą nie pobierała żadnej
Całe serce i duszę poświęcał pracy i rodzinie. Zasłużył na wszystkie
Banks. Najwyraźniej nie robiło to Diazowi żadnej różnicy.

Jej mężczyzna? Śmiechu warte. Nikt taki przecież nie istniał.

dzin, i popisuje się chyba najdłuższą limuzyną na konty¬nencie. Tacy ludzie są jak wampiry wysysające z Broitenburga życiodajną krew. Muszę z tym skończyć!
Odnosiła wrażenie, że spotkała bratnią duszę... Bardzo pięknie, ale czy to wystarczający powód, by od¬dać mu Henry'ego?
- Zdobyła się na uśmiech, choć w rzeczywistości nadal zbierało się jej na płacz. - A teraz idę zająć się drzewami.
Powoli wszystko zaczynało układać się w sensowną ca¬łość. Dla jej matki i siostry liczyły się w życiu jedynie pie¬niądze i prestiż. Lara musiała ocenić, że warto zajść w ciążę i urodzić dziecko w zamian za małżeństwo z władcą.
Za to książę z całą pewnością istniał - doskonale zbu-dowany, nieodparcie męski, a przy tym wykwintny, świa¬towy i... i z zupełnie innej bajki. Wyglądał na jednego z tych, którzy uwielbiają miejskie życie i najlepiej czują się w modnym klubie, gdzie sączą drogie trunki lub delektują się wyrafinowaną kawą. To było kompletnie nie w stylu Tammy. Jej wystarczało ognisko na biwaku i najtańsza her¬bata z paroma liśćmi eukaliptusa dla smaku.
Ciekawe, jak ten jej kapitalny facet radził sobie z Hen-rym. Czy nie musiał go aby przewinąć?
dbało Światło Księżyca.
Nagle jej wzrok powędrował w stronę łóżeczka Hen-ry'ego. Nie, już nie jedyną.
mówiłabyś do mnie, ja jednak bym cię słyszał. Na Ziemi sądzą, że gdy umrzesz, to cię w ogóle nie ma, ale tak nie
- Choćbyś zaprosił mnie nie wiem dokąd, a Henry'emu przyniósł nie wiem ile prezentów, nic ci to nie da. On zostaje ze mną.
właściwie pożegnał się, bo ułożył z łańcuchów napis: "Przepraszam. Wybacz..." Żałuję. że mnie opuścił, bo nie
- O jakim lustrze?
- Czemu więc to zrobiła? - jęknęła Tammy.
Innego dnia Mały Książę rozważał na głos:
Marion Lennox

©2019 w-uzyskac.naklo.pl - Split Template by One Page Love